zrzucłam skrzydła na ziemię
rozpusciłam włosy
nie jestem nic winna
a żyje na kredyt
gryze selera
pije vinjak płukam nim strach na jutro
kurczakiem karmię kota
nadciąga upał czuję go już na języku
zaczyna uwierać
slimaki roznoszą pasożyty
maniakalnie szoruje każdy liść sałaty
do krwi
pakujemy pudła układamy w kwadraty
sześcienne walizki
jest bilet nie ma destynacji
gniotą mnie suche pędzle
głuche odcienie bieli
duszą
martwe jak to tutejsze powietrze
czas na upragnioną ucieczkę.
Nonono :*
ReplyDeleteNo powiem tak, zupełna odmiana
ReplyDeletej
wow xxx
ReplyDeletejeszcze skrzydła Ci urosną a włosy Twoje zapłoną zielenią:)
ReplyDeleteskrzydła nie koniecznie muszą odrosnąć,ale werwa do życia wręcz zalecana.Kangurzyco kochana oby tylko to złe minęło,a dobro pozostało
ReplyDeleteHO HO HO
ReplyDelete:)))
i...
ReplyDeletemnie zabroniła to pisać, a tu proszę!
mam się martwić?
Podnieś skrzydła !
ReplyDeletePiękne ! :)